Klasztory od wieków były nie tylko miejscem, które można było odwiedzić dobrowolnie, ale także miejscem schronienia dla osób ukrywających się z różnych powodów, lub też miejscem przymusowego pobytu dla osób w pewien sposób "uwięzionych" w klasztorze. W lubińskim opactwie w czasach powojennych przez kilka lat ukrywał się jezuita o. Stanisław Szymański, przyjmując nasz habit i zmieniając imię na Stefan. Z grona osób w naszym opactwie "więzionych", w pierwej kolejności należy wymienić ks. Bolesława Kominka. Okoliczności jego "przyjazdu" opisane są w kronice klasztornej:
Dnia 26 stycznia 1951 r. funkcjonariusze U.B. przywieźli z Opola Ks. Adm. Apost. J. Eksc. ks. Bolesława Kominka do klasztoru OO. Benedyktynów w Lubiniu na przymusowy pobyt. Nasz Dostojny Gość pozostać tu musiał kilka tygodni. Ponieważ więc weszliśmy już w okres Wielkiego Postu, tradycyjnie też nadszedł czas głoszenia Rekolekcji Wielkopostnych dla naszych parafian. Zamówiony kaznodzieja zawiódł. I cóż począć!? Udaliśmy się z prośbą do wyżej wymienionego Dostojnika, aby raczył wybawić nas z tego kłopotu. Chętnie się zgodził na to, i już w drugim tygodniu Wielkiego Postu, dnia 21 lutego, rozpoczęły się te dni zbawienne skupienia, które trwały cztery dni. Po raz pierwszy parafia nasza dostąpiła tego szczęścia, że tak Dostojny Gość tyle razy przemawiał do wiernych z ambony głosząc Słowo Boże. Przepiękne nauki życiowe, praktyczne, przekonujące - porywały słuchających do większej gorliwości i zapalały serca ich lepszą wiarą. Lepszą frekwencją cieszyły się nauki stanowe, w których nawet pięknie dopisali mężczyźni i młodzieńcy też nie najgorzej.
Dzięki archiwum IPN'u wiemy jak całe zdarzenie wyglądało ze strony władz komunistycznych. W raporcie z "podróży służbowej" czytamy:
W czasie jazdy z Opola do Lubinia ks. Kominek zachowywał się spokojnie, nie wdając się w żadną rozmowę. Po przybyciu na miejsce poleciłem zastępcy przeora OO. Benedyktynów (przeor był nieobecny) przygotować odpowiedni pokój i oznajmiłem mu, że ks. Kominek będzie zamieszkiwać w klasztorze. Ks. Kominek zwrócił się do zastępcy przeora, głosem podniesionym że został internowany, wysiedlony, następnie wylegitymował się i powiedział że pozostaje przymusowo na łaskawym chlebie u zakonników. Po przyjściu do wyznaczonego pokoju zwróciłem się do ks. Kominka, ażeby napisał zobowiązanie o niewydalaniu się z Lubinia bez zezwolenia Władz, na co oświadczył że takiego zobowiązania nie podpisze, ponieważ już w czasie jazdy o tym myślał i doszedł do wniosku że może to być interpretowane przez Władze jako dobrowolna rezygnacja z administracji Opolskiej, zaznaczył przy tym, że gotów jest napisać oświadczenie, iż przyjął do wiadomości i wykonania zarządzenie o pobycie jego w Lubiniu. W rozmowie zwrócił się do mnie z zapytaniem co jest mu wolno a co nie wolno, na co odpowiedziałem że o tym został poinformowany w Opolu. Na zakończenie powiedział, że oświadcza uroczyście iż bez zezwolenia Władz nie opuści klasztoru, ponieważ nie miałoby to najmniejszego sensu.
Po wielu latach bp Bolesław Kominek ponownie odwiedził Lubiń, tym razem dobrowolnie. Notka w kronice klasztornej miała następującą treść:
Dnia 4 stycznia 1964 r. - radosne odwiedziny. Jego Ekscelencja ks. dr Bolesław Kominek, arcybiskup wrocławski raczył nawiedzić nasz dom zakonny, w towarzystwie Wielebnego ks. prałata Kocyłowskiego. W przemiłej atmosferze spędziliśmy te chwile nawiedzin. Jego Ekscelencja nie pominął nikogo, z każdym zamienił kilka słów, obdarował obrazkami pamiątkowymi i pobłogosławił wszystkich po ojcowsku. Brat Tadeusz nie pominął okazji i uwiecznił na kliszy naszych zacnych gości.


