Nie każdy słyszałNie każdy słyszał

Nie każdy słyszał o świętym Leonardzie, chociaż były czasy, i to długie, kiedy należał on do najpopularniejszych, jeśli można tak powiedzieć, świętych. W średniowieczu jego sanktuarium było czwartym w świecie miejscem pielgrzymkowym po Jerozolimie, Rzymie i Santiago de Compostela. W Europie był patronem setek, a w Polsce kilkudziesięciu kościołów i kaplic, w tym także krypty w katedrze na Wawelu, miejsca pochówku królów. Dzisiaj właściwie o nim nie słychać. Wyszło też z użycia samo imię – prawie nie ma wśród nas Leonardów.

<--break->
W Lubiniu odwrotnie: słyszy się o nim co i rusz. Francuski, a właściwie frankoński święty jest tutaj nieusuwalnym punktem duchowego krajobrazu. Materialnego zresztą też. Przez 600 lat, do połowy XIX wieku patronował parafii. Do dzisiaj jego imię nosi były kościół parafialny, romańska perełka z XIII stulecia, wzniesiony w sąsiedztwie klasztoru, po drugiej stronie drogi. Od prawie dwóch wieków istnieje też w parafii Bractwo św. Leonarda. 6-go listopada obchodziliśmy jego wspomnienie, a w niedzielę 10-go – święto patronalne zabytkowego kościoła.
Wymienia się bodaj ośmiu świętych i błogosławionych o tym imieniu, a wśród nich trzech pustelników, więc trzeba uważać, żeby się nie pomylić. Nasz święty to Leonard z Limoges zwany też Leonardem z Noblac. Urodził się około roku 466 w Limoges, w ówczesnej Galii a dzisiejszej Francji – był więc współczesnym św. Benedykta, starszym od niego o kilkanaście lat, i przeżył go jeszcze o kilka, umierając prawdopodobnie w 559. Wiadomo, że pochodził ze znakomitej rodziny zaprzyjaźnionej z królem Franków Chlodwigiem. Dzięki temu mógł się kształcić w Reims pod okiem świętego biskupa Remigiusza, a potem zostać dworzaninem i rycerzem królewskim. Podobno dopiero wtedy, około trzydziestego roku życia, przyjął chrzest.
Musiał jednak nosić w sobie jeszcze inne pragnienia, skoro rezygnując z dworskiego życia wstąpił do klasztoru w Micy pod Orleanem, a następnie w poszukiwaniu głębszej samotności wycofał się do pustelni koło rodzinnego Limoges. Podzielił tam zresztą paradoksalny los innych świętych samotników, których sposób życia przyciągał wielu potrzebujących oparcia i rady. Od Chlodwiga, który był jego chrzestnym ojcem, miał otrzymać przywilej odwiedzania więźniów i przyczyniać się do uwalniania tych, których uznał za godnych. Prawda to czy legenda? W każdym razie, w ten czy inny sposób, przylgnęło do niego miano opiekuna uwięzionych. Z uczniów, którzy się do niego przyłączyli, powstała wspólnota, zbudowano klasztor w Noblac. Śmierć Leonarda nie zatrzymała napływu pielgrzymów, ale go wzmogła. Przychodzili już nie do celi pobożnego mnicha, ale do grobu świętego. Kult szybko się rozkrzewił.
Wielowiekowa popularność zapewniła mu hojny przydział obowiązków i uczyniła jednym z bardzo pracowitych świętych. Był patronem chłopów, ślusarzy, kowali, położnic, więźniów, opiekunem bydła, koni i rzemiosła, jego wstawiennictwu polecano zagrożonych napadem lub kradzieżą, chorych, także psychicznie, a w czasach wypraw krzyżowych – jeńców wojennych.
Jego kult rozpowszechniali zwłaszcza cystersi. W związku z tym zapewne bywa przedstawiany w cysterskim habicie. Na innych znowu obrazach występuje jako benedyktyn, niekiedy biskup – nie był oczywiście ani jednym, ani drugim, ani trzecim (ponoć na dworze Chlodwiga snuto plany uczynienia go biskupem, ale mnich się na to nie zgodził). Bogactwo ikonografii św. Leonarda odpowiada jego popularności. Był przedstawiany jako rycerz, pustelnik, opat, diakon, biskup. Jego atrybuty to łańcuch, skruszone kajdany, postać więźnia, czasem pastorał, księga, krzyż, kij pasterski, chorągiew, a także krowa, koń i kwiat w ustach.
I ostatnia, lecz nie najmniej ważna sprawa. Lubińskie Bractwo św. Leonarda obchodzi w tym roku swoje 190-te urodziny. Wszystkim, którzy tworzyli je w przeszłości i tworzą dzisiaj dziękujemy za obecność i zaangażowanie, gratulujemy wierności i życzymy, aby kończące się drugie stulecie działalności nie było ostatnim.
Informacje o Bractwie: http://www.benedyktyni.net/parafialna/bractwo.htm

W Lubiniu odwrotnie: słyszy się o nim co i rusz. Francuski, a właściwie frankoński święty jest tutaj nieusuwalnym punktem duchowego krajobrazu. Materialnego zresztą też. Przez 600 lat, do połowy XIX wieku patronował parafii. Do dzisiaj jego imię nosi były kościół parafialny, romańska perełka z XIII stulecia, wzniesiony w sąsiedztwie klasztoru, po drugiej stronie drogi. Od prawie dwóch wieków istnieje też w parafii Bractwo św. Leonarda. 6-go listopada obchodziliśmy jego wspomnienie, a w niedzielę 10-go – święto patronalne zabytkowego kościoła.

Wymienia się bodaj ośmiu świętych i błogosławionych o tym imieniu, a wśród nich trzech pustelników, więc trzeba uważać, żeby się nie pomylić. Nasz święty to Leonard z Limoges zwany też Leonardem z Noblac. Urodził się około roku 466 w Limoges, w ówczesnej Galii a dzisiejszej Francji – był więc współczesnym św. Benedykta, starszym od niego o kilkanaście lat, i przeżył go jeszcze o kilka, umierając prawdopodobnie w 559. Wiadomo, że pochodził ze znakomitej rodziny zaprzyjaźnionej z królem Franków Chlodwigiem. Dzięki temu mógł się kształcić w Reims pod okiem świętego biskupa Remigiusza, a potem zostać dworzaninem i rycerzem królewskim. Podobno dopiero wtedy, około trzydziestego roku życia, przyjął chrzest.

Musiał jednak nosić w sobie jeszcze inne pragnienia, skoro rezygnując z dworskiego życia wstąpił do klasztoru w Micy pod Orleanem, a następnie w poszukiwaniu głębszej samotności wycofał się do pustelni koło rodzinnego Limoges. Podzielił tam zresztą paradoksalny los innych świętych samotników, których sposób życia przyciągał wielu potrzebujących oparcia i rady. Od Chlodwiga, który był jego chrzestnym ojcem, miał otrzymać przywilej odwiedzania więźniów i przyczyniać się do uwalniania tych, których uznał za godnych. Prawda to czy legenda? W każdym razie, w ten czy inny sposób, przylgnęło do niego miano opiekuna uwięzionych. Z uczniów, którzy się do niego przyłączyli, powstała wspólnota, zbudowano klasztor w Noblac. Śmierć Leonarda nie zatrzymała napływu pielgrzymów, ale go wzmogła. Przychodzili już nie do celi pobożnego mnicha, ale do grobu świętego. Kult szybko się rozkrzewił.

Wielowiekowa popularność zapewniła mu hojny przydział obowiązków i uczyniła jednym z bardzo pracowitych świętych. Był patronem chłopów, ślusarzy, kowali, położnic, więźniów, opiekunem bydła, koni i rzemiosła, jego wstawiennictwu polecano zagrożonych napadem lub kradzieżą, chorych, także psychicznie, a w czasach wypraw krzyżowych – jeńców wojennych. Jego kult rozpowszechniali zwłaszcza cystersi. W związku z tym zapewne bywa przedstawiany w cysterskim habicie. Na innych obrazach występuje jako benedyktyn, niekiedy biskup – nie był oczywiście ani jednym, ani drugim, ani trzecim (ponoć na dworze Chlodwiga snuto plany uczynienia go biskupem, ale mnich się na to nie zgodził). Bogactwo ikonografii św. Leonarda odpowiada jego popularności. Był przedstawiany jako rycerz, pustelnik, opat, diakon, biskup. Jego atrybuty to łańcuch, skruszone kajdany, postać więźnia, czasem pastorał, księga, krzyż, kij pasterski, chorągiew, a także krowa, koń i kwiat w ustach.

I ostatnia, lecz nie najmniej ważna sprawa. Lubińskie Bractwo św. Leonarda obchodzi w tym roku swoje 190-te urodziny. Wszystkim, którzy tworzyli je w przeszłości i tworzą dzisiaj dziękujemy za obecność i zaangażowanie, gratulujemy wierności i życzymy, aby kończące się drugie stulecie działalności nie było ostatnim :-)

Informacje o Bractwie: http://www.benedyktyni.net/parafialna/bractwo.htm